czwartek, 16 stycznia 2014

Narzędzia do badań online



Nie myślałam, że istnieje tak wiele narzędzi do tworzenia i rozsyłania sond i ankiet w internecie. A raczej - wiedziałam, ale zwykle sądziłam, że dotyczą one wyłącznie części marketingu firm - reklamujących swoje produkty, czy wprowadzających jakieś nowe.

Myliłam się, bo już na początku pomyślałam o Facebooku i jego aplikacjach - ten portal jest w stanie dotrzeć do niesamowitej liczby osób z każdego zakątka świata. 


Istnieją także strony wykorzystujące Real Time Sampling. Plusami takich badań jest ich mały koszt i pewność, że ankiety zostaną wypełnione. Minusami jest to, że tak naprawdę nie wiadomo do końca, kto wypełnia ów ankiety. Ale z Internetem tak jest, że nigdy na 100% nie będziemy wiedzieć, kto znajduje się po drugiej stronie łącza.


Chciałabym jeszcze opisać dwa narzędzia do badań firmy Google. Pierwszy i niedrogi sposób to wykorzystanie Google Consumer Surveys - to świetna rzecz jeżeli potrzebujemy odpowiedzi jedynie na dwa pytania (tylko tyle możemy zadać). Pytania pojawiają się przed dostępem na wcześniej płatne serwisy (np z codziennymi gazetami) - w ten sposób na pytania udzielane są odpowiedzi w bardzo krótkim czasie, a badani mają zapewniony darmowy dostęp do wcześniej płatnych serwisów.


Kolejnym narzędziem od Google jest dodatek do Google Docs pozwalający na tworzenie własnych ankiet. Wadą tego projektu jest możliwość tworzenia ankiety na jednej stronie - więc ankietowany od razu widzi wszystkie pytania, co czasami jest niekorzystne. Niemniej, to darmowe narzędzie - a co więcej możemy późniejsze wyniki od razu zanalizować za pomocą Google Analitics.


Istnieje wiele więcej sposobów i narzędzi do badań w Internecie. Oczywiście niektóre z nich nie mają charakteru naukowego a raczej marketingowy. W moich badaniach sama raczej nie korzystam z ankiet, ale może kiedyś ulegnie to zmianie ^.^


niedziela, 5 stycznia 2014

Bitwa o mapę myśli, tematy i konspekt, czyli współpraca między mną a Anią C.


Przyznaję to pierwszy chyba raz, kiedy faktycznie przysiadłam przed komputerem i z komórką w dłoni, czatowaniem na facebooku i przepisywaniem się w dokumentach Google (ręką drugą) doszłam do konsensusu w sprawie 4 krótkich tematów i zreorganizowania nieznacznego mapy myśli (konspekt wciąż przed nami). Oczywiście, wszelkie narzędzia komunikacyjne bardzo ułatwiają takie porozumiewanie się na odległość. Tematy wyszły ciekawe. Zwłaszcza ta nagość jako sacrum i profanum zarazem, mnie interesuje, choć nie związana jest zbytnio z moimi pasjami naukowymi^.^ Podałam także temat mojego przyszłego (marcowego już!) referatu, ale o nim jeszcze wolę pomilczeć. Wiem natomiast, że z narzędzi zamieszczonych w mapie myśli skorzystam ^.^. 
Ania jest bardzo dobrym współpracownikiem. Zgadzałyśmy się praktycznie we wszystkim (świetnie przydzielona grupa). 
Podsumowując: współpraca pierwsza klasa, ale jako samotnik z natury wolę zadania indywidualne.

(EDYCJA) HAHA dziś, jak zawsze w moim przypadku, na parę godzin przed deadlinem wzięłyśmy się z Anią za konspekt - wybór padł na temat Między Sacrum a Profanum ludzkiego ciała. Nagość w sztuce dawniej i dziś. O dziwo niezwykle szybko nam poszło pisanie konspektu nie związanego raczej z naszą dziedziną. Co więcej chciałabym wysłuchać takiego referatu :D i zobaczyć prezentację...

Nigdy nie miałam problemu z pomysłami na tematy referatów... gorzej już z wykonaniem... mam nadzieję, że kłębiące się w mej głowie myśli pozwolą mi, z pomocą narzędzi TI, stworzyć coś w końcu do końca :) (mam na to czas do 15 marca ^.^).


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Preludium

Czasami w Internecie odkrywamy rzeczy niezwykłe. Wyjątkowe. Zupełnie niespodziewanie znajdujemy je w miejscach pospolitych. Tak mniej naukowo chciałabym podzielić się z wami nagraniem wiersza Dylana Thomasa (1914-1953) "Do Not Go Gentle Into That Good Night" (Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy) czytanego przez samego autora. Był on jedną z pierwszych osób, które prowadziły audycje radiowe (był lektorem i autorem sprawozdań z frontu) i jest jednym z najpopularniejszych poetów anglojęzycznych XX wieku. U nas niestety znany i czytany za mało. 
Wiersz, którego możecie wysłuchać, pojawia się w zadaniu domowym, które wykonać mają "Młodzi Gniewni". 
Bob Dylan swój pseudonim zawdzięcza właśnie Thomasowi (legenda wokół artysty, ale może...) - z pewnością jednak Bob Dylan wiele zawdzięcza poezji Walijczyka.
Pidżama Porno śpiewa jeden z wierszy Thomasa w tłumaczeniu Barańczaka.
Podczas wykładów Dylana Thomasa (uczył angielskiej literatury) sale amerykańskich uczelni wypełnione były po brzegi. 
O jego barwnym dekadenckim stylu życia możemy dowiedzieć się z filmu The Edge Of Love
Jego przedwczesna śmierć (jak na artystyczną bohemę przystało - absynt jest niezbędny artyście do życia) boli przede wszystkim dlatego, że był wszechstronny (pisał sztuki, poezję i prozę) - a te kilkadziesiąt wierszy, które pozostawił tylko wzmaga apetyt na jego słowa.

Podaję (bo mogę :P) jeden z moich ulubionych i najbardziej znanych wierszy Thomasa. Po polsku i w oryginale.

Notka miała jedynie pokazać, że i na YouTube znajdziemy coś, co może przydać się nam do pracy naukowej, ale jak zawsze się rozpisałam (pisałam pracę magisterską o Dylanie i na wieki będę go <i jego poezję przede wszystkim> wielbić).

OK. Jeszcze napiszę jak do tego doszło, że zajęłam się angielską poezją na seminarium zatytułowanym "Język polski i języki słowiańskie". Od proseminarium wiedziałam, że językoznawstwo to coś dla mnie, potem zakochałam się w poezji Dylana Thomasa, było już za późno, by coś zmieniać, a stwierdziłam, że będę pisać o nim i koniec! Więc zajęłam się tłumaczeniem. Barańczaka tłumaczenia zawsze przypadały mi do gustu (Szekspir Barańczaka jest niesamowity). Warsztat językowy tłumacza na podstawie poezji Dylana Thomasa. Ech dopięłam swego :). Mimo, że poszukiwania bibliografii były truuudne i anglojęzyczne! Na szczęście promotor stał za mną murem :). Mam tylko nadzieję, że doktorat równie sprawnie (wolno ale sprawnie^.^) napiszę. Temat podobny, ale nie będę już Was nudzić.

Uzewnętrzniłam się. Już mi lepiej.

Biblioteki cyfrowe



W tym poście chciałabym zwrócić Waszą uwagę na biblioteki cyfrowe. To raj dla osób, które zajmują się tekstami historycznymi (czyli nie dla mnie - nadal mam koszmary z jerami w roli głównej (-_-'')) Najlepiej zacząć od Federacji Bibliotek Cyfrowych, ale można także korzystać z bibliotek cyfrowych poszczególnych uniwersytetów, np. Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie znajdziemy, np. taki dział jak REGIONALIA - teksty związane z Dolnym Śląskiem. 
Oczywiście, oprócz ogromnej ilości dawnych tekstów historycznych i literackich w bibliotekach znajdują się także publikacje współczesne - są to zwykle studia, teksty pokonferencyjne, czy te, wydawane przez wydawnictwa uniwersyteckie.
Do poprawnego odczytywania tekstów potrzebujemy programu odczytującego PDF (np. Acrobat Reader) lub (częściej) programu do rozszerzenia DJVU (i przyznaję, że zanim udało mi się zainstalować ów program i wtyczkę do wyszukiwarki w mojej głowie przewinęło się sporo niecenzuralnych treści). Jednak, gdy już wszystko zainstalujemy, możemy rozpocząć poszukiwanie perełek, takich jak ta :) Idealna lektura dla hipochondryka.

Z głową w chmurach...



Człowiek uczy się na błędach, a przynajmniej próbuje... Nie spamiętam ile razy traciłam pliki, bo zapodziały się gdzieś na komputerze, bo komputer się zepsuł i trzeba było wyczyścić dysk i wgrać od nowa system, bo pendrive się zgubił, bo kto w dobie netbooków i tabletów używa nagrywarek DVD? Z początkiem pisania pracy magisterskiej stwierdziłam, że nie będę ryzykować. Dokumenty miałam zapisane na komputerze, pendrivie i... dysku internetowym - przecież prawdopodobieństwo zawieszenia się jakiegoś wielkiego serwera, gdzieś tam daleko jest dużo mniejsze niż zawirusowanie domowego komputera.

Polecam każdemu takie dyski internetowe. Starsze dyski, których używałam to e-dysk czy mediafire - od dosyć niedawna pojawiły się tak zwane chmury (lub dyski w chmurze) - internetowe dyski, które są w stanie połączyć wszystkie elektroniczne urządzenia (mające dostęp do Internetu), których używasz. Jak działają? Po założeniu konta na naszych urządzeniach (komputery, tablety, laptopy, netbooki, smartfony a nawet smart TV) pojawia się folder/dysk, którego zawartość powielana jest na każdym zalogowanym urządzeniu a także skopiowana jest na serwer internetowy. Sama posiadam konto DROPBOX. Inne znane chmury ze sporą ilością darmowego miejsca to SKYDRIVE Microsoftu czy GOOGLE DRIVE. Oczywiście, to tylko przykłady. Do wyboru mamy dziesiątki dysków. Warto jednak pamiętać, że tylko pewna ilość miejsca na dysku w chmurze jest darmowa (zwykle do kilkunastu GB) za dodatkowe miejsce musimy zapłacić (wykupując abonament).

Teraz możesz nosić ze sobą wszelkie dokumenty i teksty i wracać do nich, gdy tylko masz na to ochotę. Bezpieczeństwo (ja mam paranoję jeżeli chodzi o utratę moich dokumentów - nastawiłam Worda na automatyczny zapis, co 3 min.) i wygoda ^.^

A WIKIPEDIA?

Wypisywanie w bibliografii noty odsyłającej do Wikipedii to naukowy nietakt. Nie dlatego, że informacje tam zawarte są błędne, ale widocznie anonimowość nie działa na korzyść tej encyklopedii. 
Wikipedia ma jednak inną zaletę - mianowicie odsyłacze i własną bibliografię do hasła. A stamtąd prosta już droga, która pozwoli nam odkryć teksty dotyczące naszego tematu, o których się nie śniło nawet promotorom...

sobota, 7 grudnia 2013

Bazy danych


Kolejnym narzędziem TI bez którego nie wyobrażam sobie pisania prac naukowych są bazy danych. Współcześnie, biblioteki uniwersyteckie łączą swoje zasoby i pozwalają na dostęp do nich studentom i pracownikom naukowym z całego świata. Korzystanie z baz danych EBSCO (są inne bazy danych - tej używam najczęściej) jest darmowe, gdy robimy to z komputerów dostępnych w bibliotece. Wystarczy jednak napisać prośbę o przyznania hasła do dostępu zdalnego (z naszego domu) i złożyć go do biblioteki - otrzymamy nazwę użytkownika i hasło, które pozwolą nam na dostęp do tysięcy pozycji w różnych językach z różnych dziedzin - książek i artykułów, które możemy pobierać w plikach PDF i które znajdują się w bibliotekach czasami tysiące kilometrów od naszego miejsca zamieszkania.

Pamiętajmy jednak, że nasza biblioteka musi mieć dostęp do serwerów EBSCO (wykupiony abonament).