poniedziałek, 9 grudnia 2013

Preludium

Czasami w Internecie odkrywamy rzeczy niezwykłe. Wyjątkowe. Zupełnie niespodziewanie znajdujemy je w miejscach pospolitych. Tak mniej naukowo chciałabym podzielić się z wami nagraniem wiersza Dylana Thomasa (1914-1953) "Do Not Go Gentle Into That Good Night" (Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy) czytanego przez samego autora. Był on jedną z pierwszych osób, które prowadziły audycje radiowe (był lektorem i autorem sprawozdań z frontu) i jest jednym z najpopularniejszych poetów anglojęzycznych XX wieku. U nas niestety znany i czytany za mało. 
Wiersz, którego możecie wysłuchać, pojawia się w zadaniu domowym, które wykonać mają "Młodzi Gniewni". 
Bob Dylan swój pseudonim zawdzięcza właśnie Thomasowi (legenda wokół artysty, ale może...) - z pewnością jednak Bob Dylan wiele zawdzięcza poezji Walijczyka.
Pidżama Porno śpiewa jeden z wierszy Thomasa w tłumaczeniu Barańczaka.
Podczas wykładów Dylana Thomasa (uczył angielskiej literatury) sale amerykańskich uczelni wypełnione były po brzegi. 
O jego barwnym dekadenckim stylu życia możemy dowiedzieć się z filmu The Edge Of Love
Jego przedwczesna śmierć (jak na artystyczną bohemę przystało - absynt jest niezbędny artyście do życia) boli przede wszystkim dlatego, że był wszechstronny (pisał sztuki, poezję i prozę) - a te kilkadziesiąt wierszy, które pozostawił tylko wzmaga apetyt na jego słowa.

Podaję (bo mogę :P) jeden z moich ulubionych i najbardziej znanych wierszy Thomasa. Po polsku i w oryginale.

Notka miała jedynie pokazać, że i na YouTube znajdziemy coś, co może przydać się nam do pracy naukowej, ale jak zawsze się rozpisałam (pisałam pracę magisterską o Dylanie i na wieki będę go <i jego poezję przede wszystkim> wielbić).

OK. Jeszcze napiszę jak do tego doszło, że zajęłam się angielską poezją na seminarium zatytułowanym "Język polski i języki słowiańskie". Od proseminarium wiedziałam, że językoznawstwo to coś dla mnie, potem zakochałam się w poezji Dylana Thomasa, było już za późno, by coś zmieniać, a stwierdziłam, że będę pisać o nim i koniec! Więc zajęłam się tłumaczeniem. Barańczaka tłumaczenia zawsze przypadały mi do gustu (Szekspir Barańczaka jest niesamowity). Warsztat językowy tłumacza na podstawie poezji Dylana Thomasa. Ech dopięłam swego :). Mimo, że poszukiwania bibliografii były truuudne i anglojęzyczne! Na szczęście promotor stał za mną murem :). Mam tylko nadzieję, że doktorat równie sprawnie (wolno ale sprawnie^.^) napiszę. Temat podobny, ale nie będę już Was nudzić.

Uzewnętrzniłam się. Już mi lepiej.

Biblioteki cyfrowe



W tym poście chciałabym zwrócić Waszą uwagę na biblioteki cyfrowe. To raj dla osób, które zajmują się tekstami historycznymi (czyli nie dla mnie - nadal mam koszmary z jerami w roli głównej (-_-'')) Najlepiej zacząć od Federacji Bibliotek Cyfrowych, ale można także korzystać z bibliotek cyfrowych poszczególnych uniwersytetów, np. Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie znajdziemy, np. taki dział jak REGIONALIA - teksty związane z Dolnym Śląskiem. 
Oczywiście, oprócz ogromnej ilości dawnych tekstów historycznych i literackich w bibliotekach znajdują się także publikacje współczesne - są to zwykle studia, teksty pokonferencyjne, czy te, wydawane przez wydawnictwa uniwersyteckie.
Do poprawnego odczytywania tekstów potrzebujemy programu odczytującego PDF (np. Acrobat Reader) lub (częściej) programu do rozszerzenia DJVU (i przyznaję, że zanim udało mi się zainstalować ów program i wtyczkę do wyszukiwarki w mojej głowie przewinęło się sporo niecenzuralnych treści). Jednak, gdy już wszystko zainstalujemy, możemy rozpocząć poszukiwanie perełek, takich jak ta :) Idealna lektura dla hipochondryka.

Z głową w chmurach...



Człowiek uczy się na błędach, a przynajmniej próbuje... Nie spamiętam ile razy traciłam pliki, bo zapodziały się gdzieś na komputerze, bo komputer się zepsuł i trzeba było wyczyścić dysk i wgrać od nowa system, bo pendrive się zgubił, bo kto w dobie netbooków i tabletów używa nagrywarek DVD? Z początkiem pisania pracy magisterskiej stwierdziłam, że nie będę ryzykować. Dokumenty miałam zapisane na komputerze, pendrivie i... dysku internetowym - przecież prawdopodobieństwo zawieszenia się jakiegoś wielkiego serwera, gdzieś tam daleko jest dużo mniejsze niż zawirusowanie domowego komputera.

Polecam każdemu takie dyski internetowe. Starsze dyski, których używałam to e-dysk czy mediafire - od dosyć niedawna pojawiły się tak zwane chmury (lub dyski w chmurze) - internetowe dyski, które są w stanie połączyć wszystkie elektroniczne urządzenia (mające dostęp do Internetu), których używasz. Jak działają? Po założeniu konta na naszych urządzeniach (komputery, tablety, laptopy, netbooki, smartfony a nawet smart TV) pojawia się folder/dysk, którego zawartość powielana jest na każdym zalogowanym urządzeniu a także skopiowana jest na serwer internetowy. Sama posiadam konto DROPBOX. Inne znane chmury ze sporą ilością darmowego miejsca to SKYDRIVE Microsoftu czy GOOGLE DRIVE. Oczywiście, to tylko przykłady. Do wyboru mamy dziesiątki dysków. Warto jednak pamiętać, że tylko pewna ilość miejsca na dysku w chmurze jest darmowa (zwykle do kilkunastu GB) za dodatkowe miejsce musimy zapłacić (wykupując abonament).

Teraz możesz nosić ze sobą wszelkie dokumenty i teksty i wracać do nich, gdy tylko masz na to ochotę. Bezpieczeństwo (ja mam paranoję jeżeli chodzi o utratę moich dokumentów - nastawiłam Worda na automatyczny zapis, co 3 min.) i wygoda ^.^

A WIKIPEDIA?

Wypisywanie w bibliografii noty odsyłającej do Wikipedii to naukowy nietakt. Nie dlatego, że informacje tam zawarte są błędne, ale widocznie anonimowość nie działa na korzyść tej encyklopedii. 
Wikipedia ma jednak inną zaletę - mianowicie odsyłacze i własną bibliografię do hasła. A stamtąd prosta już droga, która pozwoli nam odkryć teksty dotyczące naszego tematu, o których się nie śniło nawet promotorom...

sobota, 7 grudnia 2013

Bazy danych


Kolejnym narzędziem TI bez którego nie wyobrażam sobie pisania prac naukowych są bazy danych. Współcześnie, biblioteki uniwersyteckie łączą swoje zasoby i pozwalają na dostęp do nich studentom i pracownikom naukowym z całego świata. Korzystanie z baz danych EBSCO (są inne bazy danych - tej używam najczęściej) jest darmowe, gdy robimy to z komputerów dostępnych w bibliotece. Wystarczy jednak napisać prośbę o przyznania hasła do dostępu zdalnego (z naszego domu) i złożyć go do biblioteki - otrzymamy nazwę użytkownika i hasło, które pozwolą nam na dostęp do tysięcy pozycji w różnych językach z różnych dziedzin - książek i artykułów, które możemy pobierać w plikach PDF i które znajdują się w bibliotekach czasami tysiące kilometrów od naszego miejsca zamieszkania.

Pamiętajmy jednak, że nasza biblioteka musi mieć dostęp do serwerów EBSCO (wykupiony abonament).

O słownikach internetowych i Tłumaczu Google


Pracując z tekstem, często musimy zajrzeć do słownika w celu sprawdzenia poprawności pisowni, sposobu odmiany, wyrazu bliskoznacznego itp. Internet pozwala nam to zrobić w kilka krótkich chwil bez przenoszenia ciężkich tomów i tracenia czasu na szukanie od hasła do hasła. Oczywiście, warto zwrócić uwagę na jakość słowników internetowych. 
Polecam te na stronie PWNu (np. http://sjp.pwn.pl/) - gdzie znajdziemy, m.in. Słownik Języka Polskiego i Słownik Ortograficzny PWN - są darmowe i nie jeden raz uratowały mi skórę.
Jeżeli pracujemy z tekstem obcojęzycznym, wszystko zależy od tego, jakiej pomocy oczekujemy. Gdy chcemy tylko przetłumaczyć jakiś fragment - dla własnego użytku, z języka, który nie jest angielskim a np. duńskim - warto włączyć Tłumacza Google - pozwalającego przetłumaczyć słowa i całe fragmenty tekstów z wielu języków. Pamiętajmy jednak, żeby tłumaczeniom nie wierzyć do końca - i NIGDY nie wstawiać przetłumaczonego translatorem tekstu do pracy :). Jeżeli chodzi o słowniki języka angielskiego, z których ja korzystam, to naprawdę polecam BABLE lub jakikolwiek słownik, który pokazuje dany wyraz w kontekście (istniejących tekstach, gdzie dany wyraz został użyty) - to pozwoli zapobiec użyciu słowa o błędnym znaczeniu. 
Podczas pisania pracy magisterskiej (analiza tłumaczenia angielskiej poezji) używałam słowników angielsko-angielskich, które doskonale pokazywały mi nawet najmniejsze zależności znaczeniowe oraz definiowały wyrazy i frazeologizmy, których nie mogłam znaleźć w żadnym słowniku angielsko-polskim.
Sprawdźcie sami: słownik Cambridge, Oxford i słownik Longmana!
Teraz wszystkie słowniki są w zasięgu ręki i nie zajmują miejsca w pokoju - chociaż muszę przyznać, że czasami brakuje mi tych grubych pięknie oprawionych tomów na regale.